×
manifest wystawy artyści kontakt archiwum o nas

Galeria Sztuki Nowy Warzywniak
działa w ramach Fundacji Wspólnota Gdańska.
Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego.
Wesprzyj kulturę i sztukę przekazując 1% podatku:
KRS 000286430

2020.02.29 - 2020.02.29

SŁOWO O SZTUCE / 02

Znakomite warsztaty Anny Cirockiej "Słowo o sztuce". Każda edycja kończy się opowieścią Anny na bazie dyskusji podczas warsztatów. (redakcja tekstu: Anna Chryc-Gawrychowska). Oto opowieść druga:

SMUTEK 
Dłoń, która mnie trzyma daje ciepło, chwilowe poczucie bezpieczeństwa, ale tak naprawdę ona ma mnie w swojej mocy, jest siłą sprawczą i całkowicie zależę od niej. Mówi o mnie, patrzy na mnie. Ludzie słuchają, jakby moje istnienie było czymś szczególnym. A ja czuję smutek, bo jakakolwiek decyzja zostanie podjęta w tym momencie mojego, ich życia, będzie i dla mnie i dla nich zapowiedzią bolesnych konsekwencji. Wiem to, bo istnieję od zawsze w tej dłoni, w tej mocy, prowokuję decyzje, podpowiadam sceny dramatów, bo lubię, jak się dzieją. Chcę być używane, a nawet nadużywane. Skrywam nasiona, które obumierają albo zmartwychwstają, by to, co okrągłe, powtarzało cykl. Trochę to smutne, a trochę radosne, ale najbardziej przygnębiające. Bo wiem. Wiem, że wokół tych nasion rozpętała się burza myślowa, a z niej powstała pierwsza religia i wiara w zmartwychwstanie. Jestem jabłkiem, symbolem początku, płodności, doskonałości, pomyślności. Jestem konfliktem między ciałem, a duchem, symbolem niezgody, grzechu, podstępu, utraty niewinności, władzy królewskiej na ziemi, a w końcu wiedzy. Nadano mi tyle znaczeń, ustanowiono symbolem, zawłaszczyły mnie religie. Jestem na królewskim dworze, w literaturze, sztuce, w zapomnianym sadzie. Niosę słodycz, jestem cierpkie.

SPRAWCZOŚĆ IKONY 
Podrzuciła mnie do góry, skończyła mówić o początku i stała się ciemność. Otuliła i skryła mnie miękka, bordowa tkanina. Ze mną pióro, złamany ołówek, baton z orzechów nerkowca, notes w czerwonej oprawie z drewnianą zakładką. Niebieska kulka na tasiemce przymocowanej do zakładki toczy się po tkaninie, odbija się w złotej puderniczce, krótki błysk i już wiem, że poza ciemnością, na ścianach pomieszczenia lśni złoto. Kobieta mówi o złocie, świetle, oświeceniu, objawieniu, zaglądaniu do ciemnych szczelin. Ach, ikona nie ma w sobie nic ze świętości, wytwór naszej kultury z narzuconą rolą sprawczości obrazu, z rolą opiekunki, cudotwórczyni, pośredniczki między sacrum a profanum. Ikona, kawałek drewna obdarzony magiczną mocą, przywołuje historie z pogranicza legendy. Dawno temu w klasztorze Hodegon pewien mężczyzna o imieniu Łukasz namalował na desce wizerunek Marii, kobiety o wielkiej charyzmie, trzymającej w objęciach swojego syna. Zapatrzony w nią stracił pamięć swojego ludu o wszystkich boginiach z dziećmi na kolanach, których wizerunki wpisały się w jego cywilizację. Upozował Marię na wzór setek dzieł sztuki powstałych wcześniej. Ale patrzył, oczy przetwarzały obraz w jego głowie, myśli krążyły wokół studni, którą uznano dawniej za magiczną i do której prowadzono niewidomych. Legenda mówi, że odzyskiwali oni wzrok po kontakcie z cudowną wodą. Zaczynali patrzeć, a przecież widzenie odbywa się nie tylko przy użyciu wzroku, widzenie jest subiektywnym czuciem. 

UWOLNIENIE SIĘ Z NIEBYTU 
Wyzwalanie się z bezczynności i braku sprawstwa nie jest uznawane w historii żadnej religii za wielki dramat. Kołyszę się w miękkim płótnie torby, w ciemności rozświetlanej co chwilę błyskiem odbitym w złotej puderniczce, przeglądam się w niej, słucham i odczuwam. Półprzezroczyste obiekty z metafizycznymi wizerunkami miast, fal morskich, a przecież i tutaj zasiano moje ziarno – początek życia, kadr z nagrania ultrasonografu płodu, symbolika początku świata przenika do wielkiej metropolii. Szklana klatka, w której uwięziono nogi za chwilę rozpadnie się na tysiące elementów po całym świecie. Oto postać upozowana dłońmi artystki na diabełka, Kleksa z komiksu o przygodach Jonki i Jonka, trolla, smutną duszę, wszystkie określenia docierające do mnie stłumione płótnem torby dotyczą tej jednej rzeźby z dłońmi uniesionymi nad jabłkiem. Decyzja o pochwyceniu jabłka należy do niej, do postaci z początków każdej kultury. Nogi pójdą do przodu, niepewnie, niby między dwoma biegunami: strachem i ciekawością, ale pójdą, zaczną swój marsz ludzkości i cywilizacji. I każda epoka pozostawi po sobie jakieś jabłko. Skąd wiem? Bo jestem początkiem historii i na mnie historie się kończą, jak mawiali Rzymianie ab ovo usque ad mala.

REFLEKSJA PODCZAS I PO PRZEMIANIE 
Nie jestem tylko jabłkiem. Jestem początkiem i końcem. Ode mnie zaczyna się jeden świat i kończy inny. Gdyby kobieta nie podjęła decyzji o zerwaniu mnie z gałęzi, świat nie ruszyłby do przodu ani jednego kroku. Chwycenie i spróbowanie mnie, jabłka, było przekroczeniem granicy siebie, efektem poszukiwań i próby odpowiedzi na pytanie, gdzie jestem „ja, kobieta”, „ja, człowiek”, a gdzie zaczynamy się „my, ludzkość”. To była i jest ogromna potrzeba ustanowienia granicy wewnątrz siebie, ustalenie, jak bardzo różni się ode mnie, człowieka, ktoś inny, może też człowiek, może jakiś bóg, może „inny". Potrzeba ludzkości o samostanowieniu, przeciwstawienia się niebytowi wiązała się z trudnościami, ale to ona, kobieta, podjęła wysiłek i to ona wiedziała, że będzie obserwowana przez boskie oko do końca każdego świata i codziennie, w każdej chwili każdej cywilizacji będzie sądzona za odwagę. Ten pojedynczy akt odwagi wyznaczył ścieżkę ludzkości i wskazał drogę cywilizacjom. A ceną tej odwagi od zarania dziejów jest potępienie i kara za nieposłuszeństwo. Kobietę będzie się karało do końca świata, kontrolowało jej ciało, jej słowa, jej działania.
Jestem jabłkiem. Symbolem życia i świata. Współistnieję z kobietą. Bez niej nie znaczę nic, bez niej w ogóle by mnie nie było. Lubicie jabłka?
<< powrót